Od początku roku melomani co miesiąc mieli okazję do spotkań z artystami Teatru Muzycznego w cyklu kameralnych koncertów. Wszystko, co dobre, ma jednak swój koniec i oto w minioną niedzielę odbyliśmy ostatnie takie spotkanie. Gwiazdami były tym razem panie: Renata Drozd - sopran i Katarzyna Sałacińska - mezzosopran, które przygotowały koncert pt. "Damski wieczór".
Właściwie każdy z utworów składających się na program koncertu zasługuje na odrębne omówienie, wszystkie bowiem zostały wykonane - nie zawaham się użyć tego słowa - po mistrzowsku. Sałacińska szczególnie dobre wrażenie zrobiła we fragmencie z opery "Werter" Masseneta oraz arii Dorabelli z "Cosi fan tutte" Mozarta. Zwłaszcza ta pierwsza, nie tyle efektowna, co niezwykle wymagająca technicznie pokazała, jak duży jest artystyczny potencjał tej bardzo jeszcze młodej śpiewaczki. Warto uważnie śledzić rozwój jej kariery scenicznej.
Kariera i pozycja Renaty Drozd jest już ugruntowana, zatem można było oczekiwać poziomu najwyższego. Jednak to, co zaprezentowała, przerosło wszelkie oczekiwania. Już w otwierających koncert pieśniach Chopina i Dvořaka pokazała nie tylko kunszt wokalny próby najwyższej, lecz także - jak swoimi interpretacjami potrafi pięknie budować nastrój. I w każdym kolejnym wyjściu na scenę wspaniale to potwierdzała. Fantastyczne było wykonanie arii "Vissi d'arte, vissi d'amore", jednego z najpiękniejszych fragmentów opery "Tosca", sięgające wręcz do najgłębszych pokładów wrażliwości słuchaczy. A przy kołysance "Summertime" z "Porgy and Bess" Gershwina niemal fizycznie można było odczuć klimat amerykańskiego Południa. Te dwie arie zamieniła Renata Drozd w pyszne, jednoosobowe miniatury sceniczne, które bardzo długo pozostaną w pamięci. A "bonusem" były duety nie tylko świetnie brzmiące (głosy artystek wydają się być stworzone do wspólnego śpiewania), lecz także znakomicie poprowadzone aktorsko.
"Damski wieczór" był ostatnim z cyklu spotkań z gwiazdami, ale przed nami jeszcze postscriptum. Teatr Muzyczny na Noc Kultury przygotowuje koncert z najlepszymi fragmentami owych sześciu wieczorów.
Andrzej Z. Kowalczyk
2010-06-01 10:46:47
Kurier Lubelski